sobota, 14 czerwca 2014

Chapter 11

-Zabiję Cię.  - usłyszałam zachrypnięty głos, który wywarł u mnie pisk. Poczułam, jak coś dotyka mojej głowy. Po chwili zorientowałam sobie, że nie ma w tym odrobiny żartu..
-Zostaw mnie! - krzyknęłam na tyle głośno, na ile byłam w stanie. Dostałam za to z pięści w nos. Zabolało. Poczułam wypływający płyn, który powoli spływa do moich ust. Smak krwi zawitał w moich ustach.
-Zamknij się szmato! Zabiję Cię! -zaczęłam się trząść ze strachu. Ten głos wydaje się taki znajomy, tak przerażająco znajomy. Stałam tyłem do postaci, która właśnie chce mnie zabić, więc nie mogłam zobaczyć twarzy. Pomocy.
-Przecież Cię nie doty.... - do pokoju wszedł Horan z latarką. Pierwszy raz w życiu cieszę się, że widze tego blond narcyza. Tylko czy on mi pomoże?
-Wyjdź, bo zabiję ją szybciej niż zamierzam! - modliłam się w myślach, żeby w grożącą mi postać jakimś cudem uderzył piorun. Eh czasami warto mieć nadzieję.
-Spokojnie, odłóż broń. - cała się trzęsę, jest ciemno, ktoś chce mnie zabić a Horan stoi bezradny z jedną, marną latarką, czy może być gorzej?
-Nie! Wyjdź, bo Ciebie też zabiję!-  poczułam jak broń bardziej wbija mi się w skronie.
-Proszę zostaw mnie, zrobię co zechcesz, ale zostaw mnie w spokoju. - powiedziałam głośniejszym szeptem.
-Nic nie możesz zrobić jebana księżniczko! - coraz bardziej odczuwalny był oddech postaci na skórze mojej szyi.
-Jeszcze nie czas na to, niech trochę się tutaj pomęczy. Życie jest gorsze niż śmierć. - powiedział blondyn. Czy mi się wydaje, czy on wie o co w tym wszystkim chodzi?! Nienawidzę ludzi.
-Teraz Ci się upiekło, ale wiedz, że wrócę po ciebie. - postać popchnęła mnie, przez co opadłam na podłogę, a sama wybiegła z pomieszczenia. Dziwne, że akurat gdy zniknęła światła się zaświeciły. Oparłam się o brzeg łóżka i schowałam głowę mędzy kolana. Usłyszałam, że drzwi do sypialni zamykają się.
-Zaczekaj! - krzyknęłam do blondyna.
-Hm? - wrócił się otwierając drzwi.
-Ty wiesz kto to był. - powiedziałam pewnie, ocierając łzy z policzków.
-To bez znaczenia. - bez znaczenia? Serio? O co w tym wszystkim chodzi?!
-Jak to bez znaczenia? Mogłam już nie żyć. - powiedziałam ze strachem w głosie.
-Wszyscy kiedyś umrzemy. - pocieszające Horan, ugh jak można być tak bezuczuciowym?!
-Ale nie wszyscy w wieku 18 lat z pistoletu przy skroni Niall! - krzyczałam i płakałam równoczenśnie. Kto aż tak mnie nienawidzi? Amanda? Alex?
-To wyścig ŚMIERCI dziewczynko. - podkreślił słowo "śmierci". Nienawidzę tego słowa, przyprawia mnie o dreszcze.
-Powiedz mi kto to był. - powiedziałam podnosząc się i opierając o ścianę.
-Niech twój Paul Ci powie. - powiedział i posłał mi jeden ze swoich złośliwych uśmieszków.
-Nienawidzę Cię! - krzyknęłam i zsunęłam się po ścianie zakrywając twarz dłońmi.
-A ja Ciebie nie. - i wyszedł, po prostu wyszedł. Nienawidzę go z całego serca. On wszystko wie, jest w to zamieszany. Kto wie, czy on nie planuje mojej śmierci z innymi sojusznikami. On jest taki cholernie tajemniczy. Położyłam się na łóżko, wcześniej zmieniajc opatrunek na ręce, ale mimo wszytstko wiedziałam, że nie zasnę. To zdecydowanie będzie bezsenna noc, w ciągu której będę męczyć się pytaniami "kto?", "dlaczego?" , "czy i kiedy to się powtórzy?" , "co robi teraz mój kochany braciszek i tato?" , "czy jeszcze kiedykolwiek ich zobaczę?" , "co ukrywa Niall?" .

*

Budzik zadzwonił punkt 7:30. Przez całą noc nie zmróżyłam oka, przez co podkowy pod moimi oczami były jeszcze bardziej widoczne niż na codzień. Policzki były podpuchnięte od płaczu, usta popękane, ale dziwnie mnie to nie obchodziło. Wyszłam z pokoju, żeby napić się wody, niestety los chciał, żebym spotkała siedzącego tam niebieskookiego. Wyglądał na zmęczonego a w ręce trzymał szklankę whisky. Czyżby też nie mógł spać w nocy? Eh nie obchodzi mnie to, przynajmniej nie powinno. Marzę, żeby zobaczyć Paul'a i Roxy, aby móc im opowiedzieć o wczorajszym incydencie.
-Nie spałaś. - powiedział Niall, przyglądając mi się, gdy nalewałam wody do szklanki.
-Nie twój interes. - odpowiedziałam zachypniętym głosem, biorąc łyk wody.
-Możesz to przyznać, twoja twarz mówi sama za siebie. Ja też nie spałem. - czyli miałam dobre przeczucia.
-Średnio interesuje mnie corobiłeś w nocy. - najgorzej jest udawać obojętność, przecież obojętność jest gorsza od nienawiści.
-Boisz się wyścigu? - co mam mu odpowiedzieć, "tak Niall, strasznie boję się, że osoba, która była tu wczoraj załatwi mnie na starcie wyścigu, proszę obroń mnie?".
-Czemu tak nagle zaczęła obchodzić Cię moja osoba? Odpuść sobie. - powiedziałam i opuściłam kuchnię. Nie chciało mi się robić makijażu, więc po prostu ubrałam się w odpowiedni strój i wyszłam z apartamentu. Byłam jedną z pierwszych na mecie, więc czułam strach. Strach przed śmiercią.
-Cześć Mel. - obajrzałam się i ujrzałam Roxy. Boże, dziękuję Ci.
-Roxy! - nie zastanawiając się nad niczym, rzuciłam jej się na szyję. Potrzebowałam poczucia wsparcia.
-Co się stało? Wyglądasz strasznie. Nie spałaś całą noc? - wiedziałam, że zada to pytanie, ale potrzebuję wyrzucić to z siebie. Ona i Paul są moimi jedynymi, prawdziwymi przyjaciółmi.
-Więc zacznę od początku... - opowiedziałam jej zdarzenia z wczorajszej nocy i poczułam ulgę, że mogłam się tym z kimś podzielić. Jest mi odrobinę lepiej. Ludzie powoli zchodzili się na metę, tworząc uczucie ciasności.
-Ja pierdole. Spokojnie, wszystko będzie dobrze, będę przy tobie. Horan to dupek. - przytuliłam ją w geście podziękowania. Ona mnie rozumie. W oddali ujrzałam zaniepokojonego Paul'a spoglądającego na mnie, ale gestami dałam mu znać, że opowiem mu potem...jeśli dożyję.
-Cześć dziewczyny. - o proszę, przyszedł blond debil. Odwróciłam się do niego tyłem.
-Ty masz jeszcze czelność przychodzić tu po tym wszystkim?! - krzyknęłą Roxy. Dziękuję, że ją mam.
-Ale... - ruda nie dała mu skończyć. Powinnam się od niej uczyć, jak zachowywać się w stosunku do Niall'a. Ja w porównaniu do niej jestem mięczakiem.
-Spierdalaj. - krótko i na temat. Narcyz musiał odejść.
DO STARTU
O tak ,pierwsza komenda. To tak, jak pierszy krok do śmierci. Wszyscy zajęli swoje motory, te wszystkie miny są przerażające. Jedni są cali w strachu jak ja, a drudzy mają minę typu "zaraz umrzesz złotko".
GOTOWI
Czasami gdy słyczę tą komendę mam ochotę wykrzyczeć "nie jestem i nigdy nie byłam gotowa".
START
I jak zwykle wszystkie motowy ruszyły z piskiem opon. Postanowiłam nie jechać na przodzie, tam jest zbyt niebiezpiecznie, szczególnie dla mnie w tej sytuacji. Serce biło mi niemiłosiernie, z każdą sekundą denerwowałam się coraz bardziej. Nagle zauważyłam coś dziwnego. Motor zawodnika przede mną jechał zdecydowanie za wolno niż powinien, prawie się zatrzymał. Jeden motor z boku go potrącił. Spadł. Następny zawodnik po nim przejechał. Nie wiedziałam co mam robić, to było straszne. Nie mogę zchodzić z pojazdu, aler nawet jeśli bardzo bym chciała to zrobiło się za późno. Usłyszałam znajomy dźwięk, oznaczający śmierć. Kolejna śmierć na moich oczach. Zajechałam na metę będąc w lekkim szoku. Niby powinnam przyzwyczaić się do tego widoku...Horan miał rację, jestem za słaba na ten wyścig. Zeszłam z pojazdu i powitał mnie mój przyjaciel Paul. Przytuliłam go na przywitanie. Kątem oka zauważyłam, że Niall się nam przygląda, ale to chyba żadna nowość.
-Powiesz mi co się stało? - spoglądnęłam w jego zmartwione, pełne troski oczy.
-Ten zawodnik zginął na moich oczach i... - zaczęłam mówić o tym, botak bardzo nie chciałam go martwić zdarzeniem z poprzedniej nocy. Przed wyścigiem myślałam, że jemu będzie mi o tym najłatwiej opowiedzieć. Może to dlatego, że mi na nim zależy....bo zależy, prawda?
-Dobrze wiesz, że nie chodzi o to. Już przed wyścigiem byłaś...wiesz o co mi chodzi. - chyba jednak będę musiała mu o tym powiedzieć.
-Spokojnie możesz powiedzieć, że już przed wyścigiem wyglądałam jak czarwnica. - tymi słowami sprawiłam, że kąciki ust chłopaka uniosły się ku górze.
-Ale piękna czarownica. - teraz to moje usta przybrały uśmiech.
-Zostałabym tylko przy czarownicy. - odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem.
-Powiesz mi o co chodzi? - wiedziałam, że nie odpuści, ugh nie chcę go martwić.
-Tak, ale nie tutaj. - rozglądnęłam się dookoła, było tu mnóstwo ludzi.
-Może porozmawiamy w ogrodach apartamentowych? - zapytał. Przytaknęłam i udaliśmy się w wyznaczone miejsce.

**

Zajęliśmy jeden ze stolików przy żywopłocie. W ogrodzie nie było nikogo oprócz nas, więc to chyba dobre miejsce na rozmowę, której tak bardzo się obawiam.
-Teraz mi opowiesz? - wzięłam głęboki oddech i przygotowałam się do opowieści.
-Teraz tak. - odparłam i z małymi utrudnieniami opowiedziałam mu tą całą, pokręconą historię.
-I Niall wie, kto  to był? - zapytał ze zdumieniem.
-Chyba tak, ale on twierdzi, że ty też wiesz. - jego oczy przybrały wielkość pięciozłotówek.
-Przysięgam Ci, że nic nie wiem na ten temat. - dlaczego miałabym mu nie wierzyć?
-Wierzę Ci. - odpowiedziałam po krótkiej chwili zastanowienia.
-Nigdy bym Cię nie skrzywdził. - powiedział i położył swoją rękę na mojej.  Uśmiechnęłam się do niego.
-Dzsiaj trening parami, a ja nie mam zamiaru się na niego spóźnić przez Ciebie i twojego kochasia. - tak, zgadliście, to nik inny jak Niall James Horan wypowiedział te słowa.
-Idę! - krzyknęłam do niego i przewróciłam oczami. -Zobaczymy się potem Paul.
-Pamiętaj, ja nigdy bym Cię nie skrzywdził. - był tak bardzo przekonujący. Po prostu nie sposób mu nie wierzyć.
-Wierzę, że nigdy mnie nie skrzywdzisz. - odpowiedziałam i odeszłam. Przecież pan Horan nie będzie czekał.

***

Szłam za blondynem na tor treningowy. Nie odzywaliśmy się do siebie praktycznie przez całą drogę, ale może to i lepiej.
-Ja prowadzę. - powiedział, gdy stanęliśmy przy motorze.
-Niech Ci będzie. - cały czas starałam się uniknąć jego spojrzenia.
-Wiesz gdzie dzisiaj jedziemy na treningu? - czyli jednak będzie podejmował próbę rozmowy ze mną, ugh.
-Nie obchodzi mnie to, chcę mieć to już za sobą. - odpowiedziałam stanowczo i usiadłam z tyłu (niestety) obejmując go w pasie.
-Aż tak mi ufasz? - czy on musi być tak pewny siebie?
-Nie ufam ci. - starałam się brzmieć przekonująco. Czy komuś takiemu jak on można zaufać?
-Kłamiesz. - odpowiedział zaśmiał się. Wiedziałam, że tak będzie.
-Powiesz mi, kto chce mnie zabić? - musiałam zadać to pytanie, choć pewnie i tak nie otrzymam na nie odpowiedzi.
-Prawie wszyscy tutaj. - żartowniś. Prawie śmieszne. Idealnie wymigał się od odpowiedzi.
-Żarcik Ci się wyostrzył. - teraz ja nie powstrzymałam śmiechu. Zawsze śmieję się w najmniej odpowiednich momentach.
-Czy jestem aż taki zabawny? - zapytał ukazując mi swoje idealnie białe zęby.
-Mieszasz się w tłumie. - kurde, wygrał. Podjęłam z nim rozmowę.
-Chyba nie do końca. Tłum jest obojętny dla ludzi, a ja wiem, że nie jestem Ci obojętny. - znowu się zaczyna.
-Masz rację, ja Cię nienawidzę. - chociaż obojętność chyba boli bardziej.
-Wiem, że wcale tak nie jest. - ta jego pewnośc jest męcząca.
-Więc kto był wczoraj wieczorem u nas w apartamencie i chciał mnie zabić. Niall ja pytam serio. - po co się trudzę, przecież i tak mi nie odpowie.
-Powiem tyle, że to bliska Ci osoba. - tego kitu mi nie wciśnie.
-Zostaw Paul'a w spokoju. - to pierwsze co przyszło mi na myśl.
-Czy ja powiedziałem, że to Paul? Chcesz wiedzieć, gdzie jedziemy? - rozmowa o wczorajszej nocy chyba nie ma sensu.
-Chcę. - odpowiedziałam  w końcu.
-To Ci nie powiem. - dzięki blondasku.
-Chamsko. - zaśmiałam się i uderzyłam go w ramie.
-No dobrze, jedziemy na pokaz sztucznych ogni i będzie jakiś filmik z poległymizawodnikami. - nie wiem, czy chcę zobaczyć twarze ludzi, których już z nami nie ma.
-Ok, to jedziemy? - na prawdę wolę mieć to już za sobą.
-Nie poznaję Cię, jeszcze nie dawno piszczałaś, żebym nie odpalał silnika, pamiętasz? - chłopak się zaśmiał. Czy on będzie mi to teraz cały czas wypominał?
-Grabisz sobie, jedźmy już. - na moje słowa ruszyliśmy i nie zatrzymywaliśmy się aż do punktu obserwacji "przedstawienia". Zsiedliśmy i stanęliśmy obok siebie obok barierki. Może powinnam iść do Paul'a? 
-Zaraz się zacznie. - powiedział Niall. Znając życie zacznie się od filmiku z poległymi. Zgadłam.
-Mieli całe życie przed sobą. - szepnęłam do niebieskookiego. To cholernie przykre.
-Niektórzy muszą zakończyć je wcześmniej niż by chcieli. - odpowiedział mi chłopak. Już niedługo ja również zakończę swoje życie.
-Mnie też czeka wczesna śmierć, jestem tylko ciekawa kto mnie zabije. - jedna łza spłynęła po moim prawym policzku. Ku mojemu zdziwieniu Niall ją otarł.
-Wszyscy możemy umrzeć wczesną śmiercią, tu nikt nie zna dnia i godziny. - blondyn ma chyba największe szanse na przetrwanie.
-Ludzie krzywdzą ludzi. - powiedziałam prawie niesłyszalnie.
-Ja Cię nie skrzywdzę. - na te słowa zamarłam, wpatrując się w jego niebieskie tęczówki.
-Już to zrobiłeś. - żeby to było tylko raz...
-Nie rozumiesz niektórych rzeczy i powagi niektórych spraw. Nie rozumiesz wyborów, które trzeba podejmować. Nie znasz tajemnic, które zabierają życie grupom  ludzi. Nie znasz i nie rozumiesz życia. - powiedział i nie oderwał w tym czasie ode mnie oczu.
-No to mi wytłumacz. - szepnęłam, ale zamiast mi odpowiedzieć zasmakował po raz drugi w życiu moich ust. Trochę za nimi tęskniłam, chyba jednak nie jest mi do końca obojętny. Ale czy mogę mu zaufać? Usłyszałam wystrzał fajerwerek. Niall delikatnie oderwał swoje usta od moich i objął mnie ramieniem spoglądając w kolorową stronę nieba.
Już tęsknię za smakiem jego ust.
--------------------------------------------------------------------------------
Hej misiaczki x
Po pierwsz ebardzo was przepraszam (znowu)
Wiem, że długo czekawiście na rozdział, ale moja mama zabrała mi tabletai lapropa, więc moim jedynym dostępem do internetu był telefon, na którym codziennie starałam się coś napisać. Dodaję rozdział 0 23:37 , żeby pokazać wam, jak bardzo mi na was zależy i żeby rodział był jak najwsześniej. Przpraszam za wszystkie błędy.
Jak wrażenia po nim? <3
Proszę, niech każdy, kto go przeczyta zostawi po sobie ślad w komentarzu. Jaki kolwiek, bo chcę zobaczyć czy mam wiernych czytelników, którzy zostają przy mnie po miesięcznej przerwie.
Kocham was <3
Ci co zostali, wiedzcie, że jesteście najlepsi :*
Od wakacji rozdziały będą dodawane regularnie, więc do następnego :)

sobota, 17 maja 2014

Chapter 10

-Wyjdź, nie chcę Cię znać, rozumiesz? - powiedziałam, a mój głos się załamał.
-Chciałem porozmawiać. - powiedział niepewnie.
-Ale ja nie chcę z Tobą rozmawiać, nie będzie tak jak ty chcesz. Wynoś się! - krzynknęłam i cała schowałam się pod kołdrę. Prosze, niech on sobie pójdzie. Mam do niego straszny żal.
-Chciałem... - nie pozwoliłam mu skończyć. Nie pozwolę mu na to, by po raz kolejny mnie skrzywdził.
-Ale ja nie chcę! - krzyknęłam z pod pieżyny.
-Nawet nie wiesz, co chciałem powiedzieć. - teraz pewnie ma minę typu "wtf".
-Nie chcę wiedzieć. - powiedziałam i jedną, zdrową ręką otarłam łzy.
-Nie to nie. - wyszedł trzaskając drzwiami. Niech sobie idzie, tak będzie najlepiej. Zanknęłam oczy i powoli odpłynęłam w krainę głębokiego snu.

*

Rano obudził mnie budzik oznajmujący, że za pół godziny rozpoczyna się wyścig śmierci. Nie chcę tam iść, szczególnie teraz, gdy wyglądam jak wrak człowieka. Niechętnie podniosłam się z łóżka, ubrałam w strój motorowy i ogarnęłam trochę włosy. Zmieniłam opatrunek, co wcale nie przyszło tak łatwo. Już miałam wychodzić, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. O nie.
-Idź sobie, w dalszym ciągu nie chcę Cię widzieć. - powiedziałam zdenerwowana. Drzwi do sypialni otworzyły się i ku mojemu zdziwieniu ukazał się w nich Paul. Bez zastanowienia rzuciłam mu się na szyję, na chwilę zapominając o bolącej ręce.
-Już myślałem, że nie chcesz mnie widzieć. - chłopak uśmiechnął się szeroko.
-Myślałam, że to Niall. - odpowiedziałam, podkreślając ostatnie słowo.
-Na szczęście to tylko ja. - powiedział, a uśmiech nie schodził z jego ust.
-Cieszę się, że Cię widzę. Jak się czujesz? - zapytałam zmartwiona, bo Paul nie wyglądał najlepiej pod względem zdrowotnym.
-Dobrze, a jak Twoja ręka? - mhm dobrze, kłam dalej...
-Widzę, że nie czujesz się najlepiej. - zignorowałam jego pytanie.
-Na prawdę wszystko jest w jak najlepszym porządku. - zapewniał mnie chłopak.
-Niech Ci będzie. Idziemy? Zaraz zacznie się wyścig. - powiedziałam spoglądając na zegarek. Zaraz będziemy spóźnieni.
-Idziemy. - odpowiedział i opuściliśmy apartament.

**
Na starcie przywitałam się z Roxy, która była jakaś przybita. Muszę z nią porozmawiać po wyścigu, bo ewidentnie dzieje się z nią coś złego. Zobaczyłam  też Amande, która śliniła się na widok Horana, który obecnie flirtował z jakimiś dziewczynami. Chyba mnie nie widział... z resztą nie obchodzi mnie to. 
-Teraz, byle żeby przeżyć. - z rozmyśleń wyrwał mnie Paul.
-Co? - zamyśliłam się i nie usłyszałam do końca, co powiedział.
-Mówiłem, że musimy to przeżyć. - przydało by się. W sumke to teraz nie wiem, czy Niall dalej będzie mnie chronił przed niebezpieczeństwami na torze. Po nim mogę spodziewać się wszystkiego, nawet tego, że mnie zabije. Chociaż, czy posunął by się aż tak daleko?
-Mhm. - tylko na taką odpowiedź było mnie stać.
-Co się dzieje? Coś z Tobą nie tak. - powiedział zmartwiony chłopak.
-Ja po prostu...wszystko dobrze. - nie będę mu się zwierzać na torze.
-Myślisz, że w to uwierzę? Jeśli chodzi o Horana, to absolutnie się nie przejmuj, on nie jest wart Twoich myśli. - łatwo powiedzieć, trudniej zastosować w praktyce.
-Staram się. - powiedziałam lekko zachrypniętym głosem.
-On o Tobie nie myśli. - dzieki, podniosłeś mnie na duchu. Chociaż, nie powinno mnie obchodzić o czym Niall myśli.
-Skąd wiesz? - zapytałam marszcząc brwi. Z resztą, nie zależy mi...chyba.
-On nie ma uczuć, to taki typ człowieka. - powiedział Paul, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Każdy człowiem ma uczucia, ale nie każdy je okazuje. - westchnęłam.
-Czy on Cie chociaż przeprosił? - może chciał to zrobić wczoraj, a ja nie dałam mu szansy? Ale chyba dobrze zrobiłam, po tym jak mnie potraktował. Eh mam mieszane uczucia.
-Nie dałam mu na to szansy. - odpowiedziałam, poprawiając włosy.
-Dobrze zrobiłaś. - zdążyłam tylko kiwnąć głową, bo usłyszałam pierwszy sygnał rozpoczęcia dzisiejszego wyścigu. Zajęłam miejsce na swoim motorze i czekałam na kolejne znaki.
DO STARTU
Wszystkie silniki wydały z siebie specyficzny dla motorów dźwięk.
START
I wszyscy ruszyli jak oparzeni. Nie chciałam się pchać na przód, tym bardziej, że z raną na ręce nie kierowało mi się komfortowo. Jechałam ze średnią prędkością i wszystko było w porządku. Tym razem nikt nie próbował mnie zabić, po około 20 minutach usłyszałam znajomy wystrzał. Zajechałam na metę, ale nigdzie nie mogłam znaleźć Roxy, z którą chciałam porozmawiać. Zobaczyłam Toma i podbiegłam w jego kierunku. Nie znam go za dobrze, ale w końcu mam z nim sojusz.
-Cześć Tom, wiesz gdzie jest Roxy? - zapytałam. W końcu są z jednej wioski.
-To ty nie wiesz kto zginął? - zapytał, a moje oczy powiększyły się do niewyobrażalnych rozmiarów, a serce jakby na chwilę przestało bić.
-C...c...co? - jakby wielka gula utknęła w moim gardle.
-Nie, spokojnie, to nie Roxy. Jej najlepszy przyjaciel, którego tutaj poznała, coś typu ty i Paul. -  moje mięśnie rozluźniły się, a serce złapało normalny rytm. Tom nie zdaje sobie sprawy jak bardzo mnie przestraszył.
-Dlaczego nie powiedziałeś od razu?! Prawie miałam zawał! - krzyknęłam i zdrową ręką uderzyłam go w ramię.
-Przepraszam? - to przmiało bardziej jak pytanie.
-Nie ważne, gdzie ona jest? - zapytałam, poprawiając włosy, które zasłoniły mi oczy.
-Przy punkcie weryfikacji zwłok. - chyba wiem, gdzie to jest.
-Dzięki. - powiedziałam i pobiegłam we wskazane miejsce. Po chwili zobaczyłam Roxy, przed budynkiem. Była skulona i płakała. Usiadłam obok niej i mocno przytuliłam, nic nie mówiąc. Siedziałyśmy tak chyba 40 minut.
-Melanie? - usłyszałam jej cichy głos.
-Tak? - zapytałam, ocierając kciukiem jej łzy.
-Przepraszam. - zdziwiły mnie słowa rudej.
-Za co mnie przepraszasz? - nie ukrywałam swojego zdziwienia.
-Ostatnio Cię zaniedbałam. - odpowiedziała, patrząc w jakiś punkt w oddali.
-To ja przepraszam, ja Cię zaniedbałam. - spojrzałam na nią, ale w dalszym ciągu wpatrywała się w dal.
-Idziemy? Robi się chłodno? - zapytała moja przyajciółka. Było mi strasznie smutno patrzeć, jak cierpi.
-Mogę o coś zapytać? - spojrzałam na Roxy pytająco.
-Zawsze. - odpowiedziała.
-On był dla Ciebie ważny? - nie wiedziałam, czy dobrze zrobiłam zadając to pytanie.
-Bardzo. Melanie, o co pokłóciłaś się z Horanem? - wieści szybko się rozchodzą.
-Skąd o tym wiesz? - nikomu o tym nie mówiłam z wyjatkiem Paul'a.
-Niall przyszedł w nocy do Toma i razem pili. Wspominał coś, że się pokłóciliście. - nie ma to jak topić problemy w alkoholu.
-Zaczęło się od na prawdę drobnej sprzeczki a skończyło...tak jak się skończyło. - szczerze, to nie mam ochoty teraz o tym rozmawiać i obarczać ją swoimi problemami, szczególnie teraz, gdy straciła przyjaciela.
-Wracajmy, jestem głodna. - tak zrobiłyśmy.


***

Zjadłam kolację razem z Roxy, trochę porozmawiałyśmy i obie uznałyśmy, że jesteśmy zmęczone. Otworzyłam drzwi do apartamentu i zastałam jakąś brunetkę przechadzającą się w szlafroku. Chyba nie muszę pytać, co tutaj robi. Czy niebieskookiemu nigdy się to nie znudzi. O wilku mowa..
-To Twoja sojuszniczka, kotku? - zwróciła się do Niall'a i wskazała na mnie palcem.
-Trochę kultury. - powiedziałam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Jestem Alex. - powiedziała i wzruszyła ramionami. Czy wszystkie kochani Horana mają imię na "A"? Bezczelna jest a Niall po prostu stał i się patrzył. Miał na sobie tylko spodnie, więc domyślam się, co tu się działo pod moją nieobecność.
-Melanie. - odpowiedziałam bez żadnych emocji.
-Wiem. Melanie, zrobisz nam kolację? - moje usta utworzyły literę "O". Tego się nie spodziewałam. Jest jeszcze bardziej bezczelna niż wygląda. Parsknęłam śmiechem.
-Żarcik Ci się wyostszył. - powiedziałam i rzuciłam jej mroźne spojrzenie.
-Nie. Najlepiej by było, gdybyś sobie poszła. - ona stara się wyprosić mnie z MOJEGO apartamentu?! Jej bezczelnośc nie zna granic.
-To mój apartament. - odpowiedziałam i starałam się uspokoić.
-I Niall'a. - dodała brunetka.
-Właśnie, mój i Niall'a, nie Twój, więc łaskawie wyjdź. - podkresliłam ostatnie słowo.
-Nie ty tu rządzisz, prawda Niall? - uśmiechcęła się do blondyna. Jak "słodko". Zdenerwowałam się. Bardzo się zdenerwowałam.
-Będzie lepiej jak już pójdziesz. - przynajmniej w tym się zgadzamy Horan.
-Jesteście siebie warci. - powiedziała i wyszła trzaskając drzwiami. Mało brakowało i padło by z moich ust nieco więcej niegrzecznych słów.
-Nie życzę sobie, żebyś sprowadzał tutaj takie panienki. - podkresliłam swoje zdenerwowanie.
-To nie koncert życzeń. - chamsko.
-Nie mam zamiaru zaglądać Ci do łóżka, ale rób to w ich apartamentach, nie w naszym. - powiedziałam i weszłam do kuchni w celu napicia się wody. Blondyn wszedł za mną.
-Zazdrościsz mi, że mam w kim wybierać. - zakrztusiłam się wodą.
-Ja w przeciwieństwie to tych dziewczyn się szanuję. - mam ochotę uderzyć jego głową w ścianę.
-Jesteś warta Paul'a. - traktuję to jako komplement.
-A ty Alex. - na prawdę do siebie pasują ze wzglądu na charakter.
-Imię Paul kojarzy mi się z pałą. - zaśmiał się Niall. Żałosne.
-A mi imię Alex z psem. - uśmiechnęłam się złośliwie. Kurcze, ostatnio jestem chamska.
-Wiesz, że to było chamskie. - uśmiechnął się niebieskooki.
-Uczę się od najlepszych w tej dziedzinie. - uśmiechnęłam się sztucznie.
-Masz na myśli mnie? - zapytał, opierając się o blat.
-Czyli jednak myślisz. - odpowiedziałam i odłożyłam szklankę na blat.
-Przestępcy muszą myśleć. - znowu się zaczyna.
-Nie mam ochoty z Tobą rozmawiać. Idę spać. - powiedziałam wychodząc z kuchni.
-Paul'owych snów! - usłyszałam krzyk za sobą, ale zignorowałam to. Usłyszałam też deszcz  uderzający w rynnę i odgłos błyskawicy. Po chwili wszystkie światła zgasły. Dlaczego mnie to spotyka? Strasznie boję siw ciemności, ale na pewno nie pójdę do Horana. Muszę po prostu dojść do sypialni. Dasz radę  Melanie. Otworzyłam drzwi (miejmy nadzieję) do mojej sypialni. Cały czas dotykałam jedną ręką ściany.
-Zabiję Cię. - usłyszałam zachrypnięty głos, który wywołał u mnie pisk. Poczułam,jak coś dotyka mojej głowy. Po chwili zorientowałam sobie, że nie ma w tym odrobiny żartu...










------------------------------------------------------------------
Hej skarby <3
Na wstępnie chciałam was bardzo przeprosić, że tak długo nie było rozdziału, ale teraz mam w szkole okres poprawiania wszystkich ocen :/
Przepraszam za wszystkie błędy w rozdziale, chciałam go dodać jak najszybciej.
Jak rozdział?
Kto może chcieć zabić Melanie?
Dziękuję za wszystkie komentarze i mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej <3 
Jesteście najlepsi xx
Do następnego :)
@Niall_potato69

wtorek, 22 kwietnia 2014

Chapter 9

-Lepiej? - zapytał z jednym ze swoich uśmieszków.
-Bywało gorzej. - odpowiedziałam, a na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
-Chodż. Trzeba to opatrzeć. - powiedział i ruchem ręki przekazał mi wiadomość, żebym szła za nim. Tak więc zrobiłam.

*


To trwa już przynajmniej 20 minut. Ten ból jest nie do wytrzymania. Niall wylał na moją ranę już chyba pół butelki wody utlenionej. Piszczałam co chwilę, z przerwami na jakieś....5 sekund? Wkońcu Horan założył na moją rękę opatrunek. To nie było aż tak bolesne.
-Widzisz? I po co było tyle krzyku? - serio? rzuciłam mu groźne spojrzenie.
-Może po to...że bolało mnie to strasznie? - trochę bardziej niż strasznie, ale to już szczegół.
-Nie przesadzaj. - czy on koniecznie chce się kłócić?
-Nie przesadzam. Przypominam, że to nie ty dostałeś nożem. - powiedziałam i przewróciłam oczami.
-Nie raz dostawałem gorzej. - nie wątpię.
-Ale to w sumie twoje życie. - odpowiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytał i założył przy tym ręce na klatce piersiowej.
-Przecież jesteś przestępcą. - chyba mogę to tak nazwać?
-I to, że jestem przestępcą czyni mnie kimś gorszym? - ta rozmowa nie miała pójść w tą stronę.
-Rozmawialiśmy o ranach, a nie ocenach ludzi za to kim są. - teraz łatwo się z tego nie wyplączę.
-I chuj. Takie dziewczynki jak ty nic nie wiedzą o życiu. - znowu powtórka z rozrywki....
-Wiem o życiu więcej niż Ci się wydaje. Ja przynajmniej mam uczucia! - podkreśliłam wyraźnie ostatnie słowo.
-Uczucia są dla słabych. One Cię niszczą. - dlaczego on jest taki oschły? 
-Bez uczyć nie zazna się w życiu szczęścia. - choziaż co go to obchodzi?
-Nie potrzebuję szczęścia. Oh przepraszam, przestępcy nie potrzebują szcześcia. - powiedział i kopnął pobliskie krzesło.
-Nie o to mi chodzi... - oczywiście nie dał mi skończyć.
-Dobrze wiem o co Ci chodziło.  - z pewnością...
-Nie mam ochoty z Tobą rozmawiać. - powiedziałam i skierowałam się w stronę drzwi.
-A spierdalaj. Idź do Paul'a. - rzuciłam mu zimne spojrzenie.
-A żebyś wiedział, że tak zrobię. - chwyciłam za klamkę od drzwi, ale ponownie usłyszałam słowa Horana.
-Idź, on nie jest przestępcą. - jaki on jest cholernie złośliwy. 
-Właśnie dlatego tam idę, coś jeszcze? - niebieskooki był nieźle wkurzony, z resztą ja też.
-Bawcie się dobrze. - powiedział blondyn i złośliwie się uśmiechnął.
-Będziemy. - powiedziałam i wyszłam trzaskając drzwiami.

**

-Paul, pokłociłam  się z Niall'em. - powiedziałam zapłakana, gdy chłopak otworzył mi drzwi.
-Wejdż, zrobię kawę i wszystko mi opowiesz. - otarł opiekuńczo moje ramię i dodał mi otuchy uśmiechem. Przytaknęłam.

***

-No to nieżle się pożarliście. - skomentował całą sytuację Paul, gdy skończyłam mu o wszystkim opowiadać.
-Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. - powiedziałam wycierając łzy. 
-Zawarłaś z nim sojusz, a z tego raczej się nie wyplątasz. - racja. Dlaczego ja byłam taka głupia? Po co zawierałam z nim ten cholerny sojusz? Teraz mogłabym spokojnie być w sojuszu z Paul'em.
-Paul? - zapytałam spoglądając na niego.
-Tak Mel? - zapytał delikatnie zmartwiony.
-Mam prośbę. - położyłam głowę na jego ramieniu.
-Dla Ciebie wszystko. - to takie kochane. Chyba mam prawdziwego przyjaciela.
-Będziesz zmieniał mi opatrunki? Nie chcę żeby Niall to robił. - wskazałam na kawałek mojej zabandażowanej ręki.
-Oczywiście. - odpowiedział z uśmiechem. 
-Dziękuję. - Paul to zupełne przeciwieństwo Horana. Wiem, że na niego zawsze mogę liczyć.
-Nie ma za co. Jetseś głodna? - zapytał z szerokim uśmiechem. Aż sama się uśmiechnęłąm.
-Oczywiście. - zaczęłam się śmiać, sama nie wiem z czego.Nie jestem do końca normalna.
-Na co masz ochotę? - zapytał podnosząc się z kanapy.
-Pizza! Wczoraj zrobiłam sos czosnkowy, pójdę po niego. - powiedziałam i rówienież podniosłam się z kanapy.
-Pójdę z Tobą. - zaoferował się chłopak. To kochane.
-Dam radę. To tylko Niall. - powiedziałam i uśmiechnęłam się pogodnie.
-Uważaj na niego i zaraz wracaj. - kiwnęłam głową i wyszłam z apartamentu chłopaka.

****

 Weszłam do środka swojego apartamentu w celu udania się do kuchni. Było tak dziwnie cicho. Pewnie Niall wyszedł.
-Cześć. - usłyszałam głos za sobą. Serio? Ona?
-Cześć Amanda. - powiedziałam bez żadnych uczuć. Miała na sobie szlafrok...mogę się domyślić co działo się tutaj pod moją nieobecność.
-Wiesz może gdzie jest Niall? - dobra, to pytanie wybiło mnie z tropu.
-W sumie chciałam zapytać o to samo. - odpowiedziałam zdezorientowana.
-Chciałam mu zrobić niespodziankę i przyszłam tutaj, ale go nie zastałam. - ona na prawdę powinna się leczyć.
-Jak się tu dostałaś? - przecież klucze mam tylko ja i niebieskooki.
-Drzwi były otwarte. - to wiele wyjaśnia.
-Tak czy  inaczej nie wiem gdzie on jest i chyba nie chcę wiedzieć. Poszukaj w barze albo na trasie motorowej. - odwróciłam się w stronę lodówki i wyjęłam z niej sos.
-Pokłóciliście się? - zapytała kładąc swoją dłoń na moim ramieniu. Dziwne, jeszcze wczoraj mnie wyzywała.
-Sorry, ale to nie twoja sprawa. Myślę, że powinnaś już iść. - dziewczyna kiwnęła głową i opuściła apartament. Zrobiłam to samo. Zamknęłam drzwi na klucz i udałam się w stronę pokoju Paul'a.
Mijałam kręte korytarze, które wydawały się nie mieć końca. Ujrzałam blond czuprynę idącą w moim kierunku. Nie, proszę nie.
-O proszę, Twój kochaś Cię wyrzucił? - złośliwości ciąg dalszy.
-Po pierwsze nie mój kochaś, a po drugie poszłam do sos, bo robimy pizzę...z resztą po co ja Ci się tłumaczę? - powiedziałam i starałam się go ominąć, ale oczywiście niebieskooki zagradzał mi drogę.
-Pozdrów go. - powiedział złośliwie.
-Jak mnie przepuścisz to to zrobię. - Niall zacisnął zęby i ustąpił mi miejsca.
-Tylko nie zapomnij pozdrowić. - dlaczego musiałam go poznać? Jeszcze rano wpajał się w moje usta. Boże...
-A ty pozdrów Amandę. - kurcze, robię się złośliwa.
-Nie mam z nią kontaktów, to historia. - powiedział i parsknął śmiechem.
-Dla niej chyba nie. - powiedziałam i ominęłam go zwinnie.
-O czym ty kurwa mówisz? - zapytał, łapiąc mnie za bark.
-Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego, porozmawiaj sobie z nią. - odpowiedziałam i zdjęłam jego rękę z mojego barku.
-Pierdol się. - powiedział mróżąc oczy.
-Wzajemnie. - odppowiedziałam i ponownie zmmirzałam w kierunku apartamentu Paul'a.

*****

-Jestem! - krzyknęłam , ale nie usłyszałam odpowiedzi. Krzyknęłam ponownie, ale znów nic. Zaniepokoiło mnie to. Zaczęłam biegać po jego apartamencie. O Boże. Paul leżał w salonie. Nie ruszał się. Zaczęłam miszczeć, zasłaniając przy tym usta. Szybko wezwałam pomoc, która zaczęła go cucić. Mijały minuty a on dalej leżał nieprzytomny. Krew leciała mu z nosa, miał podbite oko. Wyglądało to okropnie.  
-Proszę opuścić apartament. - powiedział jeden z "lekarzy".
-Ale co z nim? Zostaję tu. - moje ręce zaczęły się trząść. On musi z tego wyjść.
-Będzie dobrze. Serce pracuje, zaraz powinien odzyskać przytomność, ale musi pani opuścić ten apartament. - odetchnęłam z ulgą i opuściłam pomieszczenie. Kto mu to zrobił. Do głowy przyszła mi tylko jedna osoba. Niall.
Czym prędzej pobiegłam do naszego apartamentu. 
Drzwi były otwarte, Niall stał przy oknie i pił (tak podejrzewam) jakiś alkohol. Podbiegłam do niego i wytrąciłam mu z ręki szklankę.
-Co ty zrobiłeś?! Nienawidzę Cię! - zaczęłąm goszarpać, ale złapał mnie tak mocno, że musiałam przestać. Z moich ust wydobył się pisk, przypomninając o ranie na mojeje ręce.
-Pojebało Cię? - potrząsnął mną.
-Mogłeś go zabić! Z nikim się nie liczysz! On jest moim przyjacielem! Ty jak chcesz to żyj sobie w tej swojej cholernej samotności, ale zostaw ludzi, którzy robią coś ze swoim życiem! Jesteś cholernym dupkiem! - wykrzyczłam po czym schowałam głowę i zaczęłam głośno płakać.
-Ty na prawdę jesteś jebnięta! - powiedział i puścił moje ręce. Upadłam przy tym na podłogę.
-Nie chcę Cię znać. - powiedziałam słabym głosem.
-Z przestępcami się nie zadziera, Paul i ty zadarliście. Zapmoniałaś, że przestępcy nie mają uczuć? - powiedział po czym oparł się o parapet spoglądając na mnie.
-Mają, tylko nie chcą by ujrzało je światło dzienne. - odpowiedziałam podnosząc się z podłogi.
-Paul sobie na to zasłużył. - prychnął, depcząc szkło po rozbitej szklance na podłodze.
-Bo zadaje się ze mną? - zapytałam walcząc z równowagą.
-Przecież ty nie jesteś nic warta. - odpowiedział wzruszając ramionami. 
-No przeicież. - jego niebieskie tęczówki wpatrywały się we mnie. Spuściłam wzrok i szłam powolnym krokiem w stronę swojej sypialni.
-Czekaj, nie... - spojrzałam na niego, ale sam sobie przerwał. Weszłam do swojej sypialni, położyłam na łóżku i próbowałam zasnąć. Łzy leciały dobrowolnie. Już nic nie będzie jak kiedyś. Drzwi do mojej sypialni się otworzyły. Stał w nich nik inny jak niebieskooki. O nie. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, a nawet na niego patrzeć. Wyraził swoje zdanie.
-Wyjdź, nie chcę Cię znać, rozumiesz? - powiedziałam, a mój głos się załamał. 

--------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani <3
Jak święta?
Jeszcze półtora miesiąca i wakacje, nareszcie! :)
Jak rozdział? Podobał wam się?
Przepraszam za wszystkie błędy :c
Bloga czyta ok. 100 osób i było by fajnie gdyby chociaż połowa komentwoała rozdziały :) Komentarze bardzo motywują xx
N twitterze możecie obserowoać już:
Melanie - @MelanieMillerFF
Niall - @NiallHoran__ff
Roxy - @RoxyBrown_ff
Amanda - @AmandaBlueFF

Do następnego :*

sobota, 29 marca 2014

Chapter 8

-To mnie przerasta - powiedziałam cicho. Niall zrobił coś, czego nigdy bym u niego nie podejrzewała. Przytulił mnie. Trzymał mnie mocno w swoich ramionach przez długi czas. Za nic na świecie nie chciał puścić. Czy to ten sam Niall Horan z przed kilku godzin?
-Tu nie ma miejsca dla słabych. Musisz być silna - powiedział łapiąc mnie za brodę i wycierając kciukiem część moich łez.
-Nie potrafię. Wolę umrzeć - nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale tak. Wolę umrzeć. Te wyścigi i wydarzenia po nich mnie przerastają. To za dużo.
-Poddajesz się bez walki? - ponownie usiadłam na fotelu i schowałam głowę między kolanami.
-Próbowałam walczyć - powiedziałam podnosząc na chwilę głowę. Próbowałam walczyć, ale to prawda, jestem za słaba.
-Chcesz, żeby Twój brat nie zobaczył Cię nigdy więcej żywej? - pomyślałam teraz o moim małym braciszku. On nie da sobie rady. Jestem beznadziejna.
-Jestem egoistką. Myślę o śmierci, żeby dłużej nie cierpieć, a tam cała moja rodzina nie daje sobie rady. - powiedziałam to wszystko na jednym oddechu.
-Więc ogarnij dupę i chodź - pociągnął mnie w stronę wyjścia. 
-Gdzie ty chcesz iść? - zapytałam lekko zszokowana. Czasami go nie ogarniam.
-Nauczę Cię zabijać - moje źrenice rozszerzyły się do niemożliwych rozmiarów a ciało zesztywniało. Co on powiedział?!
-C..c...co? - wyjąkałam po dłuższej chwili.
-Nauczę Cię zabijać. - powtórzył pewny siebie.
-Nigdzie nie idę - powiedziałam i przecząco pokręciłam głową. On już chyba zgłupiał do końca.
-I tak kiedyś będziesz musiała to robić. Zrozum, w wyścigach śmierci zabija się siebie nawzajem i tego nie zmienisz - odpowiedział i ponownie pociągnął mnie w stronę wyjścia.
-Kiedyś, ale jeszcze nie teraz - zatrzymałam się zaraz za drzwiami.
-A skąd wiesz, że jutro ktoś nie będzie usiłował Cię zabić? - popatrzył na mnie jak na małe dziecko.
-No...nie wiem tego - powiedziałam z opuszczoną głową. Jezu, dlaczego wylosowali tu akurat mnie?
-Właśnie, więc chodź - Niall podjął kolejną próbę pociągnięcia mnie na tor treningowy.
-Idę - powiedziałam cicho.

*

Po około dziesięciu minutach znaleźliśmy się na sali treningowej. Horan kazał mi stanąć na przeciwko "pluszaków do zabicia" i miałam go obserwować. Wsiadł na motor i spojrzał na mnie.
-Pokażę Ci teraz kilka sposobów zabijania - kiwnęłam głową i bacznie mu się przyglądałam. Odpalił motor i zaczął swój pokaz. Pierwszy sposób był prosty jak na niego. Rzucił w "pluszaka do zabijania" nożem. Drugi sposób to podjeżdżanie do przeciwnika i przebicie mu przedniej opony. Trzeci był nieco dziwny, polegał na skręceniu karku za pomocą jednej ręki. Byłam w szoku.
Po kilkudziesięciu pokazach śmierci blondyn w końcu zszedł z motoru i podszedł do mnie.
-Teraz jestem jeszcze bardziej przekonana, że nie chcę zabijać - powiedziałam z przerażeniem w głosie. Ja nie potrafię skrzywdzić drugiego człowieka.
-Teraz tak mówisz. Zrobisz to raz, drugi, trzeci i się przyzwyczaisz - powiedział z łobuzerskim uśmieszkiem.
-Czy...czy zabiłeś kiedyś kogoś? - może głupie pytanie...
-Wiesz... - niebieskooki zaczął się śmiać i podrapał się po karku.
-Dobra, nie było pytania - wolę nie wiedzieć ile osób zabił, bo zabił, prawda?
-Teraz ty - wskazał na tor do zabijania.
-Nie, na pewno nie dzisiaj - pokręciłam głową. Nie jestem na to gotowa.
-No dawaj - podszedł do mnie bliżej. Zawsze gdy jest tak blisko mnie czuję się...dziwnie.
-Nie jestem gotowa - powiedziałam na tyle stanowczo, na ile pozwalał mi mój obecny stan.
-Tchórzysz? - powiedział i złożył krótki pocałunek na mojej szyi. Przeszły mnie ciarki i uderzyła mnie fala ciepła.
-T..tak - język plątał mi się niemiłosiernie. Horan spojrzał mi w oczy. Sparaliżowało mnie.
-Hej skarbie! - usłyszeliśmy krzyk i odwróciliśmy się. To ta Amanda? Tak, chyba tak.
-Czego chcesz? - zapytał zdenerwowany chłopak. 
-Kochanie, dlaczego jesteś dla mnie taki nie miły? - odciągnęła go ode mnie i pocałowała w policzek. Chciała posunąć się dalej, ale blondyn ją odepchnął.
-Pojebało Cię? - zapytał mrużąc oczy.
-O co Ci chodzi misiu? - zaczęła się bawić skrawkiem jego koszulki.
-Spierdalaj i nie mów ta do mnie - powiedział ponownie ją odpychając. Ja tylko stałam z boku i im się przyglądałam.
-Było nam tak dobrze, kocham Cię - robi się ciekawie.
-A ja Ciebie nie - powiedział i wzruszył ramionami.
-Kochasz, ale wstydzisz się swoich uczuć przy niej - wskazała palcem na mnie.
-W chwili obecnej nawet kijem bym Cię nie dotknął - ok, ten pocisk był dobry. Amanda się wkurzyła i rzuciła nożem w "pluszaka do zabijania". Trafiła prosto w serce. Zaczynam się jej bać. Serio.
-Porozmawiamy jutro, jak ochłoniesz. Pa kochanie - powiedziała i poszła. Co to było? To jakiś dramat.
-Jestem zmęczona. Ty sobie poćwicz a ja idę spać - powiedziałam i wybiegłam z sali treningowej.

**

Dobiegłam szybko do apartamentu i wskoczyłam pod prysznic. Chcę zapomnieć o całym dzisiejszym dniu. To był koszmar. A ta Amanda jest nienormalna. Umyłam ciało swoim ulubionym truskawkowym płynem. Następnie powycierałam ciało i wskoczyłam w swoją piżamę. Teraz chcę tylko jedno - spać.

***

Wszyscy ustawili się na starcie i zajmowali swoje motory. W oddali zobaczyłam uśmiechającego się Paul'a, który odwrócił się po zabójczym spojrzeniu Horana. Ujrzałam też Amandę posyłającą Niall'owi całuski. Trochę mi jej szkoda, bo chłopak odpowiedział jej środkowym palcem. Chyba na prawdę się zakochała. Gdyby mnie traktował takk jakiś chłopak to dawno bym odpuściła.
-Gotowa? - z rozmyśleń wyrwał mnie głos niebieskookiego.
-Jak zawsze nie - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się delikatnie.
Usłyszeliśmy komendę, po której wszyscy odpalili silniki. Zaraz po niej nastąpił "START" i motory ruszyły z piskiem opon. Jechałam na przodzie trochę dalej niż  Niall. Po chwili ujrzałam obok chłopaka. Wyciągnął nóż. Zdrętwiałam. Nie wiedziałam co mam robić. Chłopak uśmiechnął się złośliwie i podjechał bliżej. 
-Do zobaczenia w piekle - powiedział i zamachnął się do rzutu. Zabije mnie. Byłam na to przygotowana. Nie starałam się uciekać, nie dałabym rady.Rzucił. Trafił...w moją rękę. Ból był nie do opisania. Powoli traciłam kontrolę nad kierownicą. Zaraz potem zauważyłam, że chłopak, który we mnie trafił leżał na ziemi z nożem w klatce piersiowej. Horan go trafił. Boże, przeszedł mnie dreszcz strachu. Zajechałam na metę, zeszłam z motoru i zaczęłam płakać. Ręka bolała mnie tak strasznie.
-Trzymaj się - powiedział niebieskooki i wyciągnął bandaż z kieszeni. On zawsze nosi bandaż w kieszeni.
-Boli - powiedziałam prawie niesłyszalnie. 
-Zaraz przestanie - odpowiedział i wbił mi w rękę jakąś strzykawkę. Rzeczywiście, ból po chwili ustał, ale moja ręka nie wyglądała ciekawie. Niall owinął ją bandażem.
-Dziękuję - powiedziałam słabym głosem.
-Opatrzę ją całkowicie jak wrócimy do apartamentu, chodź - pociągnął mnie za ranną rękę. Myślałam, że umrę z bólu.
-Niall - pisnęłam. Chłopak gwałtownie się odwrócił.
-To ta ręka? - zapytał chyba po raz pierwszy nieśmiało.
-Tak - odpowiedziałam i starałam się uśmiechnąć, ale chyba nie wyszło mi to najlepiej. Rozejrzałam się wokół. Jak ludzie to robią? Już nikogo tu nie było.
-Boli? - zapytał i trochę zbladł.
-No tak trochę bardzo - odpowiedziałam i zaśmiałam się. Boże, mój śmiech jest koszmarny. Niall uśmiechnął się i podszedł do mnie. Był tak blisko. Spojrzał w moje oczy. Zawsze sztywniałam gdy to robił. Uśmiechnęłam się delikatnie a on zaatakował moje usta. Nigdy bym się tego nie spodziewała. Całował tak delikatnie. Dziwiłam się sobie, że to odwzajemniałam.
-Lepiej? - zapytał z jednym ze swoich uśmieszków.

--------------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani <3
Jak się podoba rozdział?
I w ogóle co tam u was? xx
Przepraszam, że rozdziału nie było tak długo.
Dziękuję wszystkim za cierpliwość :*
Kocham Was i do następnego xoxo

@Niall_potato69



środa, 5 marca 2014

Twitterowe Postacie

Hej kochani xx
Mam do was pytanie :)
Chcielibyście prowadzić konta bohaterów Wyścigu Śmierci na twitterze?
@AwwMyNarry zgłosiła się na Melanie, więc pozostałe postacie możecie sobie wybrać <3

niedziela, 2 marca 2014

Chapter 7

PROSZĘ, PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM

-Niall źle Cię traktuje. Zmień sojusz na ten z moją grupą - pewność w jego oczach była trochę krępująca...
-Paul, Niall by na to nie pozwolił - odpowiedziałam w końcu z wielką niepewnością w głosie. Nie wiedziałam co mam robić.
-Na co nie pozwolę - usłyszałam za sobą głos, który był teraz w stanie zabić. Odwróciłam się i pożałowałam tego. Stał za mną nikt inny, jak Horan z morderczym spojrzeniem.
-Melanie zmienia sojusz - oznajmił Paul. Przecież ja nic takiego nie powiedziałam.
-Nie może, mamy umowę - oświeciło mnie. No tak, mam umowę z Horanem.
-Jaką umowę? - zapytał niepewnie chłopak. Teraz się zacznie.
-Przepraszam - szepnęłam. Niall uśmiechnął się triumfalnie i odszedł, ciągnąc mnie za sobą. Teraz mam przechlapanie, mimo tego, że nic nie zrobiłam.
-Jak mi to wyjaśnisz? Chcesz jeszcze żyć?! - Niall zaczął mną szarpać. Ja na prawdę nie wiem co robić.
-Ale ja nie chciałam zmienić tego sojuszu. - odpowiedziałam cicho ze łzami w oczach. Chyba go nie przekonałam.
-Nie kłam. Aż tak Ci źle w naszym?! - jego niebieskie tęczówki pociemniały. Spuściłam wzrok.
-Ja mówię prawdę - wyszeptałam, ale dalej go nie przekonałam. Gdyby nie Paul, to Niall byłby teraz dla mnie miły. On nic o nim nie wie.
-Gdyby nie nasza umowa, byłabyś martwa - powiedział podniesionym głosem. Łzy napłynęły mi do oczu.
-Ja nic złego nie zrobiłam, uwierz mi - powiedziałam prawie niesłyszalnie. W ostatniej części wypowiedzi mój głos się załamał. Niebieskooki pokręcił głową.
-Nie wierzę Ci. Jesteś nikim. - złapał moje nadgarstki i mocno zacisnął. Pisnęłam z bólu.
-Proszę, przestań - za co mnie to wszystko spotyka? Zawsze staram się być miła dla ludzi i im pomagać.
-Niech Twój kochaś Cię uratuje - uśmiechnął się złośliwie. Moje policzki stały się wilgotne.
-Ja nie chciałam zmieniać tego sojuszu. Tu mi naprawdę dobrze, a Paula nawet nie lubię - skłamałam w części, że go nie lubię, ale to tylko dlatego, żeby złagodzić sytuację.
-Masz mnie za idiotę? - zaśmiał się.
-Dlaczego taki jesteś? - zapytałam niepewnie. Ja zupełnie go nie rozumiem. Wczoraj był dla mnie taki miły.
-Jaki? - zapytał z surowością w oczach.
-Niall, odpuść. Ona nic nie zrobiła - usłyszałam głos Paul'a. Dzięki Bogu, bo zaraz by mnie zabił.
-A ty kim kurwa jesteś, żeby się mieszać w nie swoje sprawy? - znowu się zaczyna. To wszystko moja wina.
-Ona nie chciała zmieniać tego pieprzonego sojuszu - Horan puścił mnie od razu, ale nie spojrzał w moją stronę.
-Spieprzaj - powiedział blondyn, który był lekko zdezorientowany, ale dalej pewny siebie.
-Choć Mel - Paul pokazał ręką, żebym poszła z nim.
-Przypieprzyć Ci w tą rękę cegłą? - zapytał niebieskooki. Błagam, tylko nie bójka.
-Idę z nim - powiedziałam stanowczo...tyle, na ile potrafiłam.
-Nigdzie nie idziesz - zagrodził mi drogę. Powycierałam dłonią pojedyncze łzy na moich policzkach.
-Boję się Ciebie. Ochłoń - powiedziałam szeptem i pospiesznie go wyminęłam. Paul objął moje ramię i odeszliśmy jak najdalej od Niall'a. Jeszcze zmieni zdanie...

*
W apartamencie chłopaka było dosyć przytulnie, ale nie tak ładnie jak w moim. Znaczy moim i Niall'a. Zajęłam miejsce na purpurowej kanapie. Zaraz obok mnie znalazł się brunet. Zaczęłam dokładniej rozglądać się po siedzibie. Salon był w kolorach purpury i bieli. Sufit zdobił kryształowy żyrandol. Po prawej stronie salonu znajdował się mały staw z liliami. Mały w porównaniu do wielkości pomieszczenia. Staw w apartamencie? Cóż, kto bogatemu zabroni?
-Cała się trzęsiesz - powiedział Paul, kładąc przy tym rękę na moim ramieniu.
-Wszystko w porządku - wymusiłam uśmiech na swojej twarzy. Mhm, kogo ja oszukuję... Do moich oczu ponownie zaczęły napływać łzy.
-Tu jesteś bezpieczna - odpowiedział z troską w głosie.
-Ja chcę do domu - wyszeptałam i schowałam głowę między kolana. To wszystko mnie przerasta. Tak bardzo chcę przytulić brata i tatę. Czy ja na prawdę proszę o tak wiele?
-Wiem, nie płacz. Wrócisz do domu. - bardzo bym tego chciała, ale nie mogę. Cholerna umowa.
-Nie wrócę. Nie mogę - wyszeptałam podnosząc głowę. Przeszedł mnie nagły dreszcz chłodu.
-Wygrasz - chyba nie mogę mu powiedzieć o tej umowie z Niall'em, prawda?
-Nic nie rozumiesz, ja nie mogę wrócić - brunet był zdezorientowany. Sama też pewnie bym była, gdybym usłyszała coś takiego.
-To mi wytłumacz - powiedział proszącym, a wręcz błagalnym głosem. Gdyby to było takie proste...
-Nie mogę - niektóre sprawy nie powinny dostrzec dziennego światła.
-To ma związek z Horanem? - zapytał trochę mniej spokojnie niż poprzednio. Czy on nie rozumie, że nie chcę i nie mogę o tym rozmawiać?
-Pójdę już - oznajmiłam i wstałam z kanapy. Chciałam wyjść, ale Paul złapał moją dłoń. Staliśmy twarzą w twarz. Chłopak odgarnął moje włosy. Dzieliły nas milgimetry. Atmosfefa napięła się. Nie chciałam takiego obrotu sytuacji.
-Zostań - wyszeptał błagalnie jeszcze bardziej zmniejszając odległość między nami.
-Na prawdę muszę już iść - pospiesznie odsunęłam się od niego. Bardzo go lubię, ale to nic więcej. Nie mogę robić mu złudnych nadziei.
-Mel - powiedział niepewnie.
-Do jutra - kąciki moich ust uniosły się ku górze. Wtedy Paul trochę się rozluźnił. Myślał, że jestem na niego zła? Wyszłam z jego apartamentu i udałam się do swojego. Nacisnęłam klamkę drzwi. Powitała mnie nieznajoma, kobieca postać.
-Cześć... - powiedziałam niepewnie. Kim ona jest i co ona tu robi?
-Hej, jestem Amanda. - odpowiedziała dziewczyna po tym, jak przekroczyłam próg.
-Melanie. Tak w ogóle to co ty tu robisz? - starałam się uśmiechnąć. Na prawdę.
-Jestem....znajomą Niall'a - powiedziała lekko skrępowana. Teraz zauważyłam, że była w szlafroku. Czyli wszystko jasne. Więc Niall tak odreagowuje...
-Super, a gdzie on teraz jest? - zapytałam lekko zdenerwowana. Sprowadza sobie dziewczyny do naszego apartamentu pod moją nieobecność i podle je wykorzystuje, tak?
-Kąpie się. Wiesz, ja pójdę się ubrać i zbieram się. - zaraz po tych słowach blondynka zniknęła za zakrętem w korytarzu naszego mieszkania.

Niedługo po tym zdarzeniu...Amanda...tak chyba Amanda, wyszła. Siedziałam spokojnie na miękkim fotelu w salonie i oglądałam album ze zdjęciami. Chciałabym wrócić do momentów, w których mama jeszcze żyła.
-Płaczesz? - usłyszałam zachrypnięty głos. Niall. Super. Nie chcę się teraz kłócić.
-Pójdę do swojego pokoju - wstałam i chciałam odejść, ale powtórzyła się sytuacja, w której zostałam zatrzymana.
-Co się stało? - jego ton głosu był taki...delikatny. Szczerze to nie spodziewałam się tego.
-To mnie przerasta - powiedziałam cicho. Niall zrobił coś, czego nigdy bym u niego nie podejrzewała. Przytulił mnie. Trzymał mnie mocno w swoich ramionach przez długi czas. Za nic na świecie nie chciał puścić. Czy to ten sam Niall Horan z przed kilku godzin?

------------------------------------------------------------
Hej miśki ♥
Na początek sprawy organizacyjne.
Zrobiło się małe zamieszanie z tym informowaniem, więc każdy, kto chce być informowany o nowych rozdziałach niech zostawi kontakt do siebie >>>> http://wyscig-smierci.blogspot.com/p/informowani.html

Druga sprawa to bohaterowie. Zostali dodani nowi http://wyscig-smierci.blogspot.com/2013/12/bohaterowie.html#comment-form

Teraz chcę wam wszyatkim bardzo podziękować za 84 komentarze i prawie 18 tysięcy wyświetleń <3
Jesteście najlepsi i bardzo was kocham :*
Następny rozdział postaram się dodać jak najszybciej :)
Jak wrażenia po tym?

Do następnego xx

piątek, 14 lutego 2014

Chapter 6

TEN ROZDZIAŁ RÓWNIEŻ Z DEDYKACJĄ DLA @AwwMyNarry <3

-Widzisz. Twoje życie. Teraz ty rozdajesz karty - odpowiedział z uśmiechem, który odwzajemniłam.
-Siemaneczko - przywitała nas rudowłosa. Zaraz za nią stał Michael.
-Hej Roxy - uściskałyśmy się po raz kolejny tego dnia. Z brunetem wymieniłam się tylko uśmiechem. Nie ufałam mu zbytnio.
-Gdzie reszta? - myślałam, że Cie to nie obchodzi Horan.
-Parkują - odpowiedziała dziewczyna.
-Idziemy tańczyć - Michael pociągną za sobą rudowłosą. Znowu zostałam tylko ja i Niall. Super...
-Dwa razy to samo - chłopqk zwrócił się do barmana i ponownie podał mi drinka. Zabiję go.
-Czy ty chcesz mnie upić? - zapytałam wpatrując się raz to w szklankę, raz w blondyna.
-Skąd ten pomysł? - masz rację, odpowiedz mi pytaniem.
-Jesteś nieobliczalny -skomentowałam. Niebieskooki uśmiechnął się łobuzersko.
-Czy to źle? - wkurza mnie tymi "odpowiedziami-pytaniami". I ten uśmiech...
-Trochę... - odpowiedziałam niepewnie czekając na reakcję.
-To znaczy? - serio? Znowu?
-Wiesz, bycie nieobliczalnym ma swoje wady i zalety...Ugh, zmieńmy temat - to zabrzmiało dziwnie.
-Dlaczego? Lubie takie klimaty. Czy ty właśnie chciałaś mnie pochwalić? - zaczął dziwnie poruszać brwiami.
-Jeśli te brwi miały być seksowne, to coś ci nie wyszło. Bardziej przypominałeś małpę - serio. Nie kłamię.
-Wykręcaj się, dobrze Ci idzie - tylko spokojnie, tylko spokojnie.
-Jesteś nienormalny - totalny psychol.
-Normalność jest nudna - nienawidzę go. Spojrzałam na napój w swojej dłoni. Zapomniałam o nim przez chwilę. Szybko przechyliłam szklankę do ust i wypiłam zawartość do dna. Chłopak zaraz zrobił to samo. Trochę zakręciło mi się w głowie.
-Mocne to - wyrwało mi się z ust. Chwilowo straciłam równowagę, przez co musiałam oprzeć się o barek.
-Nie szalej tak - takie śmieszne, że aż wcale.
-Spać mi się chce - alkohol nie działa na mnie dobrze.
-Tak jakby impreza dopiero się zaczyna - mam to gdzieś, chce mi się spać.
-Trudno, zaraz wracam - odpowiedziałam, zatykając ręką usta przy ziewaniu.
-Jesteśmy na jednym motorze, nigdzie nie pojedziesz -i znów ten jego uśmieszek...
-To jedź ze mną -nie powiedziałam tego, prawda?
-Aż tak jesteś napalona? - te jego komentarze są żałosne.
-Tak, na łóżko - z każdej sytuacji jest takieś wyjście.
-Jeszcze chwile zostańmy - podszedł do mnie niebezpiecznie blisko. Czułam jego oddech na swojej skórze. Przeszedł mnie dreszcz.
-Mhm - tylko na tyle było mnie stać.
-Napijesz się jeszcze? - jaki napalony psychol. Myśli, że ja nie wiem o co mu chodzi?
-Chcesz mnie upić a potem wykorzystać? - dlaczego on stoi tak blisko? Nie nudzi mu się to. Wokół jest pełno dziewczyn pożerających go wzrokiem.
-Czyli za takiego mnie masz? - zaśmiał się zmniejszając odległość między nami.
-A mylę się? - przecież to oczywiste jaki on jest. Nie oszukujmy się.
-Czyli chcesz wracać? - mistrz zmieniania tematów.
-Tak - odpowiedziałam i odsunęłam się od niego. -Idziesz czy nie?

                                                        *

Niall powoli otwierał drzwi do naszego apartamentu. Nogi już mnie bolały od tych szpilek i tyłek od siedzenia na tym motorze, bo oczywiście Horan się zgubił. Czemu mnie to nie dziwi.
-Panie przodem - powiedział, gdy w końcu udało mu się otworzyć drzwi.
-Pełna kulturka panie Horan - odpowiedziałam przekraczając próg. Natychmiast ściągnęłam te okrpne buty i udałam się do swojej sypialni. Zaczęłam się rozbierać. Stałam w samiej bieliźnie, gdy usłyszałam głos za sobą.
-Nie kuś zboczeńcu - ja nie wierzę. Po prostu nie wierzę. Ten niebieskooki blondyn jest zdolny do wszystkiego. Nawet nie miałam się czym zasłonić.
-Masz jakieś inne myśli niż erotyczne? Odkąd Cię znam to tylko o tym myślisz - przyznaję, że czuję się przy nim skrępowana w samej bieliźnie.
-Mam - powiedział nie przestając się uśmiechać.
-A tak w ogóle to wyjdź z mojej sypialni! Chcę się przebrać - to nurtujące, gdy ktoś patrzy na ciebie w takim stroju.
-Nie musisz. Tak wyglądasz znacznie lepiej - mam to uznać za komplement czy napływ energi seksualnej z jego strony?
-I tak nie poruchasz - nie wierze. Co on tu robi?
-Ja pierdole, przyczepiłeś się do nas jak smród do dupy - Horan, jaki pocisk.
-Nie z Tobą przyszedłem porozmawiać. - Paul go olał. Zaraz, zaraz.
-Czy łaskawie oboje możecie stąd wyjść bo chcę się przebrać?! - dwóch facetów patrzy się na mnie w tym stroju. Nie wkurzyłabyś się?
-Właśnie Paul, spierdalaj - niebieskooki mnie rozwala.
-Ciebie też to dotyczy - skarciłam go wzrokiem, ale i tak nie stracił pewności siebie.
-No dobra, ale nie rozmawiaj z tym pedałem za długo. Najlepiej w ogóle z nim nie rozmawiaj - powiedział i wyszedł, zamykając przy tym drzwi. Zazrdosny czy co? Ubrałam na siebie dresy i szeroką bluzę. Dobra, teraz trzeba z nimi porozmawiać. Ledwo otworzyłam drzwi i ujrzałam ich obu.
-Bo... - zaczęli obydwoje w tym samym czasie. Obdarzyli się zimnymi spojrzeniami.
-Po kolei - nie jest łatwo się zorientować kto czego chce, gdy mówią na raz.
-Dobra, powiem Ci jutro na wyścigu - powiedział Paul po czym cmoknął mnie w policzek i wyszedł. Ok, to było dziwne.
-Jakiś napalony grzyb - dobra, z blondyna nie dało się nie śmiać.
-A ty czego chciałeś? - zapytałamm gdy wreszcie przestałam się śmiać (a to wcale nie było takie łatwe).
-W sumie niczego - wzruszył ramionami. Mhm, ja posłucham...
-Ściemniasz - to było wiadome.
-Serio nic - nie to nie. Jestem jeszcze bardziej senna.
-W takim razie idę spać - już ciałam zamknąć drzwi, ale mnie zatrzymał.
-Nie pożegnasz się? - czy in ma coś konkretnego na myśli?
-Pa? - pomachałam niepewnie.
-Takie coś, to sobie wsadź w dupę - dzięki Niall.
-Ehh, dobranoc - stanęłam na palcach i cmoknęłam go w policzek. Nie wiem czemu to zrobiłam.
-Jest postęp. Z dnia na dzień robimy krok do przodu. - wmawiaj sobie.
-Tak, tak. Chyba cofasz się umysłowo. Dobranoc - powtórzyłam i zamknęłam drzwi. Położyłam się do łóżka i odpłynęłam.

                                                    **

Wszyscy ustawiliśmy się na lini startu. Zaraz zacznie się kolejny wyścig.
-Chyba już mniej się boisz niż poprzednio? - zapytał niebieskooki.
-No chyba tak - strach chyba będzie zawsze, nie?
NA MIEJSCA
Usłyszeliśmy pierwszą komendę, po czym zajęliśmy motory.
GOTOWI
Wszystkie silniki zostały odpalone.
-Powodzenia mała - powiedział z uśmiechem Horan.
-Nawzajem duży - jestem psychiczna.
START
Wszyscy ruszyli. Niall jak zwykle wyszedł na prowadzenie. Ja też nie obijałam się i byłam na przodzie. Zaraz po starcie zabrzmiał sygnał, że już ktoś zginął. Dobrze, że nie musiałam na to patrzeć. Przez to wyścig był skrócony, sięc szybko zajechałam na metę. Tak jak poprzednim razem zajechał obok mnie Paul. Pospiesznie ssiadłam z motoru i stanęłam z nim twarzą w twarz. Kątem oka widziałam Horana, który się nam przygląda.
-Chciałeś porozmawiać - ktoś musiał się odezwać pierwszy...
-No tak.. - czy na prawdę muszę mu powiedzieć, żeby zaczął mówić.
-Mów - byle szybko jeśli nie chce skończyć martwy przez wzrok blondyna.
-Zmień sojusz - ok, tego się nie spodziewałam.
-Co? - chciałam się upewnić, czy dobrze zrozumiałam jego wcześniejszą wypowiedź.
-Niall źle Cię traktuje. Zmień sojusz na ten z moją grupą. - pewność w jego oczach była teochę krępująca....










----------------------------------------------------

Hej aniołki <3
Rozdział to prezent z okazji walentynek :*
Podoba wam się?

Jak myślicie, co będzie dalej?

MAM PROŚBĘ
KAŻDY KTO PRZECZYTA YEN ROZDZIAŁ NIECH NAPISZE KOMENTARZ
WYSTARCZY ZWYKŁA KROPKA
CHCĘ SPDRAWDZIĆ ILE WAS JEST <3

Kocham was i do następnego xx

W razie pytań zapraszam na twittera - @Niall_potato69